Wyznaję wiarę w Pana Jezusa jak bł. José Sánchez del Río

65
[Ludzie ŚDM] odc. 2: św. Jose Sanchez del Rio

W 1917 roku w Meksyku została uchwalona konstytucja, która pozwalała na walkę z wiarą i Kościołem. Owocem tej konstytucji stały się prześladowania wierzących i księży, m.in. zakazano organizowania procesji, księża nie mogli chodzić w sutannach poza kościołem, zlikwidowano zakony, zabroniono księżom uczyć religii w szkołach itp. W szale nienawiści podniesiono również rękę na największą świętość mieszkańców Meksyku: obraz Matki Bożej z Guadalupe. 14 listopada 1921 roku jakiś mężczyzna położył na ołtarzu, tuż przed obrazem Madonny, bukiet kwiatów, w którym ukrył bombę. Wybuch był tak duży, że powybijał szyby w okolicznych domach. Krzyż, który stał na ołtarzu to ten, który widzicie. Wybuch bomby wygiął krzyż, ale obraz pozostał nienaruszony.

Błogosławiony José Sánchez del Río urodził się 28 marca 1913 roku w Sahuayo w Meksyku. Później wraz z rodzicami, dwoma starszymi braćmi i młodszą siostrą zamieszkali w Guadalajarze. José był członkiem Katolickiego Stowarzyszenia Młodzieży Meksykańskiej. W jego czasach Kościół w Meksyku był bardzo prześladowany. Wielu księży zamordowano, kościoły zamykano, zakazywano wiernym publicznego wyznawania wiary, organizowania procesji. Sytuacja pogorszyła się szczególnie, gdy w 1924 roku doszedł do władzy prezydent Calles. W odpowiedzi na prześladowania w kraju wybuchło powstanie katolików. Starsi bracia włączyli się do walki. José również chciał walczyć, ale był za młody – miał dopiero 13 lat. Rodzice nie chcieli mu pozwolić. Uprosił ich jednak. Dowódca powstania, generał Mendo- za, zgodził się przyjąć chłopca do „Cristeros” (tak nazywano powstańców) pod warunkiem, że nie będzie walczył z bronią w ręku. José zajmował się zatem czyszczeniem karabinów i przygotowaniem posiłków. W czasie jednej z bitew spotkał go wielki zaszczyt. To właśnie on niósł sztandar powstańców. Podczas walki, gdy koń dowódcy jednego z oddziałów został zabity, oddał mu swojego, a sam dostał się do niewoli. Dwa dni przed śmiercią pisał do swoich bliskich: „Moja kochana Mamo. (…) Nie chcę, żebyś się martwiła moją śmiercią. Umieram szczęśliwy u boku naszego Pana. Powiedz moim braciom, by poszli w ślady najmłodszego spośród was, tak wypełnisz wolę Bożą. Odwagi!”. Zwolennicy prezydenta Callesa chcieli zmusić chłopca do przejścia na ich stronę. On jednak pozostał wierny swoim ideałom i stanowczo odmówił. Skazano go więc na śmierć. Chłopca z pociętymi stopami, broczącymi krwią, zaprowadzili na cmentarz i tam go rozstrzelali 10 lutego 1928 roku. Tuż przed śmiercią José krzyknął: „Viva Cristo Rey” („Niech żyje Chrystus Król”).

Kto ma możliwość polecam obejrzeć film pod adresem: https://www.cda.pl/video/50958895d/vfilm. WARTO!!!